Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Próbki literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Próbki literackie. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 kwietnia 2018

Dzwonek do drzwi. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek siódmy

Justyna! Co się stało? Wchodź, proszę. Lepiej nie mogłaś trafić. Właśnie nakryłam do stołu. Czeka nas prawdziwa uczta. Zupa krem z buraków. Lubisz? - Na widok zapłakanej Justyny, słowotok popłynął z ust Kamili. Metoda odwracania uwagi od problemów była sprawdzonym sposobem na tamowanie łez. Mieszkanie Kamili było najlepszym gabinetem terapeutycznym w mieście a ona najlepszą terapeutką, mimo że terapeutką nigdy nie była i nie zamierzała być. Kamila miała coś takiego w sobie, że ludzie otwierali się przed nią i powierzali jej największe tajemnice. Wiedzieli o tym chyba wszyscy bliżsi i dalsi jej znajomi. Z zawodu i z zamiłowania Kamila była dziennikarką, aktualnie wolnym strzelcem. Pisywała teksty do kilku magazynów jednocześnie. Nigdy nie zajmowała się psychoterapią, chociaż psychologią interesowała się od zawsze. Za to, jak nikt inny, potrafiła słuchać. Nie wymądrzała się, nie udzielała światłych rad, tylko po prostu słuchała tego co aktualnie nieszczęśliwy "ktoś" miał do powiedzenia. I, o dziwo, często zanim monolog dobiegł końca, tragedia stawała się jakby mniejsza.

wtorek, 20 marca 2018

Pieczone buraki. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek szósty

Fot. B.C.
Mmmmm....Kamila przeciągnęła się rozkosznie. Przez trzy ostatnie dni niemal nie wychodziła z łóżka. Odespała chyba wszystkie zaległości  z ostatnich miesięcy. Może nawet wyspała się na zapas. Jeżeli to możliwe. Czuła, że już czas wygrzebać się z legowiska, posprzątać, zmienić pościel, wywietrzyć mieszkanie i zjeść coś dobrego. Zupa krem z pieczonych buraków! Już dawno chciała sprawdzić jak smakuje. No to do dzieła! Kamila wskoczyła w ulubiony dresik i pobiegła do piwnicy po buraki. Umyła je i wstawiła do piekarnika. Zabrała się za porządki: zmieniła pościel, wyniosła do kuchni i umyła całą baterię kubków, które zgromadziła  na nocnej szafce. Te trzy dni były jak życie w jakimś innym wymiarze, wyłączyła myślenie i wcisnęła przycisk "regeneracja", spała, piła herbatki, zjadała coś prostego co nie wymagało specjalnych przygotowań, najczęściej kanapkę, i znowu spała. Nie zdawała sobie sprawy, że intensywna praca w ostatnich miesiącach aż tak ją wyczerpała. W sumie, to może i dobrze się stało. Nie chciała zwolnienia, nawet była zła na nadgorliwość tej młodej lekarki, która uparła się żeby zrobiła sobie kilkudniową przerwę w pracy.  Tymczasem okazuje się, że bardzo potrzebowała odpoczynku. Dzisiaj czuła wdzięczność dla tej lekarki. Musi jej podziękować. Piotr na pewno ma do niej kontakt.

poniedziałek, 12 marca 2018

Okołokawiarniane perypetie czyli historii z czerwonymi butami w tle odcinek piąty

Wystarczyło kilka chwil żeby sytuacja w kawiarni wróciła do normy. Kelner błyskawicznie posprzątał potłuczone szkło i wymienił nakrycia, zacierając ślady zamieszania. Justyna wytłumaczyła zaistniałą sytuację i zaproponowała, że pokryje straty. W odpowiedzi otrzymała paczuszkę ze słodkościami z dedykacją szybkiego powrotu do zdrowia dla Kamili. Justyna opuszczała kawiarnię pełna niepokoju o dziewczynę, którą przypadek postawił na jej drodze. Miała nadzieję, że Piotr szybko się odezwie. Jakby na zawołanie w torebce zadźwięczała jej komórka.
- Gdzie Ty jesteś do cholery! Godzinę temu miałaś być w domu. Obiadu jak zwykle nie ma. Czy Ty choć raz nie mogłabyś zachować się jak żona?  Usłyszała wściekły syk swojego męża. Aż się wzdrygnęła. Nie było sensu się tłumaczyć. Kacper zawsze miał swoje własne wytłumaczenie jej spóźnienia, braku obiadu na czas czy nie dość dobrze zaopatrzonej lodówki. Jego zdaniem to zawsze była złośliwość i chęć zrobienia jemu, Kacprowi, na złość. A on przecież wypruwał sobie żyły dla niej.

poniedziałek, 5 marca 2018

Ze szpitala na golonkę. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek czwarty.

Wreszcie dwoje przypadkowych, ni to znajomych, ni nieznajomych, dotarło na Plac Katedralny. Ukochane volvo Piotra stało na swoim miejscu. Pilot otworzył im drzwi, a on pomógł Kamili usadowić się wygodnie na tylnej kanapie. Już zapinał pasy gdy zabrzęczała komórka. Spojrzał na wyświetlacz. Dzwonił Przemek. Ciągle wściekły na przyjaciela odruchowo odebrał. Usłyszał jego roześmiany głos.
- Piter, gdzie Ty się podziewasz?  Dokąd cię zaniosły moje ulubione półbuty?
- Nie mam czasu na pogawędki. Jadę do szpitala z kobietą, którą uszkodziłem przez te twoje durne buty! - uciął rozmowę Piotr. Przemek od razu zmienił ton.
- Jedź na SOR do szpitala przy al. Kraśnickiej. Moja nowa dziewczyna ma dzisiaj dyżur. Już do niej dzwonię. Zajmie się wami. Pytaj o  doktor Dorotę Grad.
- Dzięki Przemo!

sobota, 3 marca 2018

Dzień pisarza. Próbki (chyba literackie)

Charakterystyczny gwizd komórki, oznajmiający nadejście smsa  zadziałał jak budzik.  Jego treść również. Przyjaciel napisał: "czy wiesz, że dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Pisarza? Wstawaj, napisz coś i świętuj!". Aga zadumała się przez chwilę nad treścią wiadomości...Pisarka ze mnie żadna - pomyślała,  ale... napisać w tym dniu coś mogę. Tym bardziej, że jest sobota. Dzień, teoretycznie wolny od pracy. Tej zawodowej, prace domowe miały w nosie wolny dzień i domagały się ich wykonania właśnie dzisiaj. Przeciągnęła się leniwie a potem jakby dostała energetycznego kopa wyskoczyła z łóżka. W kuchni znalazła przygotowaną przez Mamę owsiankę. W sam raz na śniadanie. Automatycznie odfajkowywała niezbędne czynności, jedno pranie wyciągnęła z pralki i rozwiesiła na strychu, drugie włożyła do pralki, po czym jak zawodowa czarownica odpaliła turbo miotłę żeby przepędzić pająki i rozprawić się z kotkami kurzu. ...Wtem do jej uszu doleciało charakterystyczne bim bam...Dzwonek u drzwi wdarł się w sobotni rytm. Pobiegła otworzyć. Za drzwiami stał uśmiechnięty Jan. A ona w wyciągniętym dresie, nieumalowana, z włosami w nieładzie...
- Przyjechałem zamocować Ci umywalkę w łazience bo boję się, że któregoś dnia spadnie Ci na stopy.
- Wejdź, proszę. Mocno zaskoczona Aga otworzyła szerzej drzwi wpuszczając gościa do wnętrza domu. Napijesz się kawy? - zapytała prowadząc go do kuchni. Taki był układ mieszkania. Kuchnia była jego sercem. Nie sposób było wejść do domu nie wstępując do kuchni. Może trochę to dziwne ale w jej domu tak było i już.
- Marze o kawie - odpowiedział i wręczył jej paczuszkę. Poczuła delikatną nutę  przypraw korzennych .
- Piernik - ni to zapytała, ni stwierdziła Aga. Nie mów, że sam upiekłeś? - dodała
- Sam, i owszem, ale kupiłem. Jan roześmiał się serdecznie.

niedziela, 25 lutego 2018

Przypadki Kamili. Historii z czerwonymi butami w tle odsłona trzecia

Kamila wierzyła, że w życiu nie ma przypadków. Jeżeli coś się zdarza to nie dzieje się to bez powodu. Nawet jeżeli w danej chwili trudno doszukać się głębszego sensu to wcale nie znaczy, że on nie istnieje. Myśl o kawie w ulubionej caffee w towarzystwie dwojga nieznajomych była nader kusząca. W końcu należało jej się jakieś zadośćuczynienie za tego loda, porzuconego na  deptaku. Może  kawa podziała też kojąco na ramię, w którym czuła coraz bardziej rwący ból. Justyna myślała podobnie. Na jej ulubionej torebce, mimo zabiegów, pozostała plama. Szkoda. To była najlepsza torebka, jaką miała, w dodatku obrzydliwie droga. Ale była tak śliczna i tak oryginalna, że gdy Justyna ją wypatrzyła na wystawie sklepowej, nie mogła się oprzeć. Wydała fortunę żeby tylko ją mieć. Niestety nie nacieszyła się nią długo bo jakaś oferma obrzuciła ją lodami. Ech...z drugiej strony,  to przecież,  tylko torebka...

wtorek, 20 lutego 2018

Czerwone półbuty i jedwabna chusteczka. Odsłona druga

Czerwone półbuty? Nigdy! To nie w jego stylu. Czerwone szpilki na damskich stopach prezentowały się pięknie. Kobietom dodawały uroku, wdzięku i seksapilu ale żeby on sam paradował w czerwonych butach! Nie ma takiej opcji. To przecież takie niemęskie. Z naganą w oczach patrzył na facetów w obcisłych spodniach, czerwonych butach i z przyklejoną do głowy czapką, której nie zdejmowali nawet w łóżku. Śmieszyło go to i w duchu kpił sobie z takich stylizacji. Umiarkowanie sportowa elegancja to był jego styl. Piotr miał swoje przyzwyczajenia i zasady. Nigdy na przykład się nie zakładał. Tym razem jednak, złamał zasadę. Uległ. Przyjaciel nazwał go sztywniakiem bo nie chciał skakać przez płot w parku gdy któregoś wieczoru wracali obaj z degustacji drinków. Przemek uparł się żeby skrócili sobie drogę powrotną forsując ogrodzenie parku. Gdy Piotr zaprotestował dowiedział się, że jest sztywniakiem i smutasem. Takie słowa z ust przyjaciela od piaskownicy zabolały. Wtedy zrobili ten głupi zakład. Następnego dnia Piotr miał przyjść do pracy w czerwonych półbutach Przemka. Buty były o dwa numery za duże. żeby ich nie zgubić Piotr założył dwie pary skarpetek i mocno zaciągnął sznurówki. Przez cały dzień wstydził się okropnie. Starał się nie wychodzić z biura żeby nikt nie widział tych okropnych butów. A ta szuja, Przemek co chwila wpadał do gabinetu i pod byle pretekstem zmuszał Piotra do opuszczenia kryjówki. Tym sposobem wszyscy chcąc i nie chcąc  "podziwiali" modową metamorfozę zawsze nienagannie ubranego Piotra. Niektórzy patrzyli z niedowierzaniem, inni wybuchali śmiechem a pozostałym było to zupełnie obojętne. Gdy Przemek bawił się doskonale, Piotr liczył godziny, minuty do końca dnia. Wreszcie wybiła godzina 16.00. Mógł iść do domu żeby cisnąć w kąt to czerwone okropieństwo.

sobota, 17 lutego 2018

Jedwabna chusteczka. Historii z czerwonymi butami w tle odsłona pierwsza

Kamila szła niespiesznie lubelskim deptakiem, rozglądała się  i uśmiechała do przechodniów. Lubiła takie chwile. Traktowała je jak najlepszy eksperyment. Uśmiechała się do obcych ludzi na ulicy i obserwowała ich reakcje. Za każdym razem okazywało się, że ogromna większość ma z tym problem. No bo nie wiadomo jak reagować na kobietę, która szczerzy się do obcych. Czego chce? O co jej może chodzić? Niektórzy, na wszelki wypadek udają, że własne myśli absorbują ich tak bardzo, że nie dostrzegają niczego i nikogo wokół. Inni rozglądają się nerwowo na boki, sprawdzając do kogo ta kobieta się uśmiecha? Do głowy im nie przyjdzie, że właśnie do nich!  Pewnie są i tacy co myślą sobie "wariatka jakaś", śmieje się jak "dziad do sera". Na szczęście, w miażdżącej mniejszości, to fakt, ale jednak są - i to jest optymistyczne -  tacy co w naturalny sposób na uśmiech odpowiadają uśmiechem. Kamila prowokowała uśmiechem. Zmuszała ludzi żeby na nią popatrzyli. Uwielbiała przeglądać się w oczach napotkanych ludzi jak w lustrze. Za każdym razem widziała inną siebie. Lustra oczu były tak różne.

niedziela, 31 grudnia 2017

Śnieżynki. Próbki już literackie. Odsłona pierwsza

Wybiegła z domu.Musiała do ludzi. Pustka wielkiego domu przytłoczyła ją tak bardzo, że aż zabrakło jej tchu. Czuła, że musi uciekać, inaczej się udusi. W pośpiechu narzuciła na siebie ulubiony kożuszek z kapturem. Złapała jeszcze torebkę i ...za plecami usłyszała tylko trzask zamykanych z impetem drzwi. Szła szybko, prawie biegła. Byle do ludzi, byle dalej stąd. Gorące łzy paliły jej policzki. W oddali widziała już zgiełk ulicy, sylwetki ludzi, świąteczne iluminacje...Przyśpieszyła kroku. Jak desperatka biegła w kierunku światła. Ulica przyjęła ją jak swoją, wchłonęła w siebie,  otuliła gwarem.  Zadrżała. W pośpiechu nie zabrała szalika. Chłód polizał jej szyję. Zatrzymała się. Wystawiła twarz w kierunku ulicznej lampy w nadziei,  że ten blask ją ogrzeje. Wpatrzona w przestrzeń zachwyciła się wirującymi śnieżynkami. Ich kształty przypominały frywolitki, przed laty dziergane zręcznymi rękoma babci. Zapomniała o chłodzie. Wspomnienia otuliły ją ciepłym płaszczem. Babcia kochała ją najbardziej ze wszystkich swoich wnucząt. Przywołała w pamięci  jej postać, niesforne kosmyki włosów wymykające się spod chustki i uśmiech rozjaśniający tę doświadczoną życiem twarz, w momencie gdy ona jako mała dziewczynka pojawiała się w zasięgu wzroku. Babci już nie ma. Pozostało tylko kilka zdjęć i pojedyncze epizody w zakamarkach pamięci.  Śnieżynkowe cuda natury spadały na jej twarz, topiąc się w gorącym potoku łez. O dziwo, osuszając je... Dlaczego płakała? Dlaczego  dzisiaj chciała się schować. Zniknąć. Przeczekać? Ludzie wokół gdzieś się spieszyli dokądś zmierzali. Mieli określony, cel i kierunek. Jedni, z wypisanym na twarzy pragnieniem żeby jak najszybciej znaleźć się w zaciszu domowym, zmierzali w sobie tylko znanym kierunku. Inni, z charakterystyczną gorączką świąteczną w oczach, obładowani niezliczoną ilością paczek, paczuszek, toreb i torebeczek, otwierali drzwi kolejnego sklepu...Pozostali patrzyli z politowaniem na tych nieszczęśników i niewypowiedzianym pytaniem na ustach: Ludzie dokąd tak biegniecie? I po co? Wśród tych wszystkich ludzi była ONA, w ten wieczór pozbawiona planu, celu, kierunku...a zarazem bezpieczna. Otulona tłumem, anonimowa cząstka ulicznej masy. Tutaj każdy był zajęty swoimi sprawami, nikt nie zadawał trudnych pytań i  nie czekał na odpowiedź. Tego potrzebowała. Cichej obecności. Bez pytań i bez odpowiedzi.