Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 20 lutego 2018

Czerwone półbuty i jedwabna chusteczka. Próbki (chyba) literackie. Odsłona trzecia

Czerwone półbuty? Nigdy! To nie w jego stylu. Czerwone szpilki na damskich stopach prezentowały się pięknie. Kobietom dodawały uroku, wdzięku i seksapilu ale żeby on sam paradował w czerwonych butach! Nie ma takiej opcji. To przecież takie niemęskie. Z naganą w oczach patrzył na facetów w obcisłych spodniach, czerwonych butach i z przyklejoną do głowy czapką, której nie zdejmowali nawet w łóżku. Śmieszyło go to i w duchu kpił sobie z takich stylizacji. Umiarkowanie sportowa elegancja to był jego styl. Piotr miał swoje przyzwyczajenia i zasady. Nigdy na przykład się nie zakładał. Tym razem jednak, złamał zasadę. Uległ. Przyjaciel nazwał go sztywniakiem bo nie chciał skakać przez płot w parku gdy któregoś wieczoru wracali obaj z degustacji drinków. Przemek uparł się żeby skrócili sobie drogę powrotną forsując ogrodzenie parku. Gdy Piotr zaprotestował dowiedział się, że jest sztywniakiem i smutasem. Takie słowa z ust przyjaciela od piaskownicy zabolały. Wtedy zrobili ten głupi zakład. Następnego dnia Piotr miał przyjść do pracy w czerwonych półbutach Przemka. Buty były o dwa numery za duże. żeby ich nie zgubić Piotr założył dwie pary skarpetek i mocno zaciągnął sznurówki. Przez cały dzień wstydził się okropnie. Starał się nie wychodzić z biura żeby nikt nie widział tych okropnych butów. A ta szuja, Przemek co chwila wpadał do gabinetu i pod byle pretekstem zmuszał Piotra do opuszczenia kryjówki. Tym sposobem wszyscy chcąc i nie chcąc  "podziwiali" modową metamorfozę zawsze nienagannie ubranego Piotra. Niektórzy patrzyli z niedowierzaniem, inni wybuchali śmiechem a pozostałym było to zupełnie obojętne. Gdy Przemek bawił się doskonale, Piotr liczył godziny, minuty do końca dnia. Wreszcie wybiła godzina 16.00. Mógł iść do domu żeby cisnąć w kąt to czerwone okropieństwo.


Szedł lubelskim deptakiem. Dzień był taki piękny. Słońce testowało wiosennie swoje  promienie. Grzech by było wsiadać do auta. Nie miał daleko, postanowił się przespacerować. Potrzebował przewietrzyć głowę. Jakaś kobieta obdarzyła go uroczym uśmiechem aż się rozmarzył, zapominając,  że ma na stopach obuwie o dwa numery za duże. Zamyślony nie zauważył wystającej płytki chodnikowej, zaczepił o nią czubkiem buta  i...stało się. Zamachał rękoma jak tonący co w desperacji chwyta  się brzytwy. Niechybnie byłby rozpłaszczył się jak długi na chodniku. W ostatniej chwili natrafił na czyjąś rękę, która pozwoliła złapać równowagę i uchroniła od upadku. O zgrozo! To była kobieta,  która chwilę wcześniej, wymijając go,  posłała mu radosny uśmiech.  Czuł się okropnie, wytrącił jej z ręki rożek z lodem. Miał tylko nadzieję, że nie uszkodził jej ręki. Pech go nie opuszczał. Wszystko przez te wstrętne czerwone buty. Dziwnym trafem lód poszybował nieskrępowanym lotem wprost na elegancką torebkę, równie eleganckiej kobiety. Sytuacja była nietypowa. Zwykle opanowany Piotr stracił rezon. Stał bezradny pomiędzy dwiema kobietami, w dodatku pięknymi kobietami, patrzył to na jedną, to na drugą, mamrotał słowa przeprosin i zupełnie nie wiedział co ma robić. Czy sprawdzać rękę blondynki? Miała takie elektryzujące spojrzenie i nie była zasuszoną blond pięknością. Takich nie lubił. Sprawiała wrażenie ciepłej i delikatnej istoty. Była ubrana w granatową sukienkę odsłaniającą kolana. Patrzyła na niego tak, że aż robiło mu się gorąco.  Czy może powinien ratować torebkę brunetki? Na ogół wolał pełniejsze blondynki ale teraz pospieszył z pomocą wiotkiej niczym trzcina brunetce. Błogosławił w duchu swoje ciut staroświeckie przyzwyczajenia. Zawsze miał przy sobie jedwabną chusteczkę z monogramem w postaci jego własnych inicjałów. Miał ich mnóstwo. Przyjaciele dokuczali mu z tego powodu, kpili i wyśmiewali jego upodobanie do tradycyjnych chusteczek. Ale on nic sobie nie robił z ich docinków. Teraz  poczuł coś na kształt triumfu. Uzbrojony w chusteczkę ruszył na ratunek kobiecie z burzą niesfornych, ciemnych  loków na głowie. Bał się, że na niego nakrzyczy, zwymyśla i, co nie daj  Boże, zdzieli go tą upapraną lodem torebką. Tymczasem ona stała nieruchomo, jakby czekała na rozwój wypadków. Gdy on próbował zlikwidować lodową plamę obie kobiety, ofiary jego obuwniczych testów, parsknęły śmiechem. Zaskoczony, na ułamek sekundy zastygł w bezruchu. Nie wiedział, czy śmieją się z, bądź co bądź, komicznej sytuacji czy może z niego.  Błyskawicznie podjął decyzję...

2 komentarze: