Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwone buty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwone buty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 czerwca 2025

Żegnaj! Historii z czerwonymi butami w tle odcinek siedemnasty

Przemek z rezygnacją opadł na kanapę, komórkę rzucił niedbale na podręczny stolik. - No i co robić? - zapytał sam siebie. Lecieć na wezwanie kumpla czy zwyczajnie go olać? Nie chciało mu się wychodzić z domu. W ogóle nie chciało mu się spotykać z ludźmi, rozmawiać z nimi, szczerzyć się w uśmiechach. Najchętniej wsiadłby na motor i pojechał hen… Dokąd? - Nieważne, byleby jak najdalej stąd. Rozstanie z “piękną panią doktor” dało mu w kość. Stracił czujność, przyzwyczaił się do spokojnego życia tylko we dwoje, wyznaczonego przez grafik jej dyżurów w szpitalu. Było mu tak dobrze i wygodnie. Ona świetnie gotowała, w dodatku lubiła to robić, więc w lodówce zawsze znajdował coś pysznego. Ona też, przynosiła bilety do teatru czy na koncerty, które dostawała jako dowody wdzięczności od pacjentów. Chodzili na wszystkie wydarzenia a było tego całkiem sporo. Raz przyniosła bilety na żużel. Poszli bo nikt ze znajomych nie miał czasu i ochoty wykorzystać biletów a im było szkoda żeby się zmarnowały. Teraz są, a raczej byli, zagorzałymi fanami tego sportu. Nawet romantyczne kolacje przygotowywała ona, no chyba że gdzieś wychodzili a - teraz dopiero to do Przemka dotarło - wychodzili rzadko. Do jego obowiązków należało pilnować aut, żeby były na czas opłacone, zatankowane i sprawne i robił to, bo lubił. Spłacał też kredyt za mieszkanie. Kupił je jeszcze zanim poznał Dorotę. Przemek czuł się jakby złapał pana Boga za nogi. Jego dziewczyna była śliczna, mądra, delikatna, taktowna. Jego rodzice i przyjaciele uwielbiali ją. Myślał, że tak będzie zawsze, że ta sielanka będzie trwała, że razem się zestarzeją. Ale banał! Może i banał, ale on wierzył w to. Niestety zapomniał o złotych radach jakich mu udzielała mama. Odkąd skończył 15 lat kładła mu do głowy mądrości pod tytułem: “Jak się obchodzić z dziewczynami?”. Do znudzenia powtarzała, że o związek muszą dbać obie strony, ale to mężczyzna musi się starać bardziej, dbać o swoją partnerkę, tak żeby w każdej chwili czuła się kochana i najważniejsza. Wkurzały go te gadki. Doskonale wiedział, że facet ma dbać o kobietę. Wiedział to i wydawało mu się, że tak własnie jest, że on dba o Dorotę. Właśnie, wydawało mu się. Teraz, jak patrzy na ostatnie lata to dochodzi do wniosku, że tak naprawdę to on nie robił nic żeby podtrzymać ogień w związku, on po prostu był i tyle bo tak mu było wygodnie. Ona czasami dawała mu delikatnie do zrozumienia, że coś nie gra ale nigdy nie naciskała, nie drążyła tematu więc z czasem uznawał sprawę za niebyłą. No i stało się, stracił czujność i został sam w kupionym na kredyt mieszkaniu. Dorota, któregoś dnia spakowała walizkę i opuściła mieszkanie, zostawiła krótki list: "Dziekuję za wszystko ale dłużej tak żyć nie dam rady! Wybrałeś niewłaściwy klucz. Żegnaj Przemuś!"

sobota, 1 stycznia 2022

Tajemniczy sms. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek piętnasty

 

Noworoczne spotkania były nieodłącznym elementem końca roku. Szefowa miała hopla na tym punkcie. Choćby mieli największy kocioł w pracy, choćby się waliło, paliło, wszyscy, bez wyjątku, dzień przed Sylwestrem punkt 15 mieli obowiązek pojawić się w sali konferencyjnej. A tam czekały na nich przygotowane słodkości, lampka dobrego szampana i szefowa obdarowująca każdego dobrym słowem i jakimś miłym drobiazgiem. Piotr bardzo lubił te spotkania. Generalnie dobrze im się razem pracowało. Zdarzały się czasem jakieś nieporozumienia, ktoś komuś nadepnął na odcisk ale podczas tych noworocznych spotkań oczyszczali atmosferę, to co było niedobre zostawiając w starym roku. Zasada była prosta - nikt się w tym dniu nie obrażał a uwagi kolegów przyjmował na klatę. Dzięki temu w Nowy Rok wchodzili z uśmiechem i w pełnej zgodzie ze sobą. Piotrowi bardzo to odpowiadało. Lubił te spotkania.  Nawet kiepskie żarty kolegów w tym dniu, wyjątkowo go nie raziły. Jednak dzisiaj, coś z nim było nie tak, gdy ktoś, unosząc kieliszek z szampanem w jego stronę, życzył mu szampańskiego Sylwestra, poczuł się dziwnie. W jednej chwili jego idealny plan na sylwestrowy wieczór stracił urok. Zamierzał ten jedyny w roku wieczór spędzić w dresie, na kanapie, z książką,  michą sałatki i może jakimś drinkiem albo kieliszkiem wina. 

czwartek, 20 sierpnia 2020

Gapa ze mnie. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek trzynasty

Nie pierwszy raz w swoim życiu, patrząc na siebie w lustrze syczał: ty idioto! Matole! Pacanie! Kretynie największy z największych! Chwile samobiczowania przytrafiały mu się nader często. Z różnych powodów, a to gdy w pracy ktoś mu dopiekł a on zaskoczony nie umiał się odciąć, a to gdy zapomniał o imieninach mamy, oświeciło go dopiero po trzech dniach a ona czekała z jego ulubioną sałatką i ciastem. Takich sytuacji było mnóstwo. Tym razem akt słownego biczowania miał na imię Justyna. Jak można być aż  takim kretynem żeby spędzić z kobietą  prawie całe popołudnie, kupować jej torebkę, jeść z nią obiad, rozmawiać o tysiącu spraw i ...pozwolić jej odejść w siną dal? Piotrze Kamilu Dziewoński jesteś kretynem!!! - To nie miało sensu. Mógł tak stać oparty o blat umywalki, patrzeć z odrazą na swoje odbicie w lustrze, wymyślać sobie od najgorszych a i tak nie zmieni to faktu, że zapomniał umówić się z nią na kolejne spotkanie. Dziewczyna bardzo, ale to bardzo mu się podobała. Miała coś takiego w sposobie zachowania, w uśmiechu, spojrzeniu...

środa, 4 kwietnia 2018

Dzwonek do drzwi. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek siódmy

Justyna! Co się stało? Wchodź, proszę. Lepiej nie mogłaś trafić. Właśnie nakryłam do stołu. Czeka nas prawdziwa uczta. Zupa krem z buraków. Lubisz? - Na widok zapłakanej Justyny, słowotok popłynął z ust Kamili. Metoda odwracania uwagi od problemów była sprawdzonym sposobem na tamowanie łez. Mieszkanie Kamili było najlepszym gabinetem terapeutycznym w mieście a ona najlepszą terapeutką, mimo że terapeutką nigdy nie była i nie zamierzała być. Kamila miała coś takiego w sobie, że ludzie otwierali się przed nią i powierzali jej największe tajemnice. Wiedzieli o tym chyba wszyscy bliżsi i dalsi jej znajomi. Z zawodu i z zamiłowania Kamila była dziennikarką, aktualnie wolnym strzelcem. Pisywała teksty do kilku magazynów jednocześnie. Nigdy nie zajmowała się psychoterapią, chociaż psychologią interesowała się od zawsze. Za to, jak nikt inny, potrafiła słuchać. Nie wymądrzała się, nie udzielała światłych rad, tylko po prostu słuchała tego co aktualnie nieszczęśliwy "ktoś" miał do powiedzenia. I, o dziwo, często zanim monolog dobiegł końca, tragedia stawała się jakby mniejsza.

wtorek, 20 marca 2018

Pieczone buraki. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek szósty

Fot. B.C.
Mmmmm....Kamila przeciągnęła się rozkosznie. Przez trzy ostatnie dni niemal nie wychodziła z łóżka. Odespała chyba wszystkie zaległości  z ostatnich miesięcy. Może nawet wyspała się na zapas. Jeżeli to możliwe. Czuła, że już czas wygrzebać się z legowiska, posprzątać, zmienić pościel, wywietrzyć mieszkanie i zjeść coś dobrego. Zupa krem z pieczonych buraków! Już dawno chciała sprawdzić jak smakuje. No to do dzieła! Kamila wskoczyła w ulubiony dresik i pobiegła do piwnicy po buraki. Umyła je i wstawiła do piekarnika. Zabrała się za porządki: zmieniła pościel, wyniosła do kuchni i umyła całą baterię kubków, które zgromadziła  na nocnej szafce. Te trzy dni były jak życie w jakimś innym wymiarze, wyłączyła myślenie i wcisnęła przycisk "regeneracja", spała, piła herbatki, zjadała coś prostego co nie wymagało specjalnych przygotowań, najczęściej kanapkę, i znowu spała. Nie zdawała sobie sprawy, że intensywna praca w ostatnich miesiącach aż tak ją wyczerpała. W sumie, to może i dobrze się stało. Nie chciała zwolnienia, nawet była zła na nadgorliwość tej młodej lekarki, która uparła się żeby zrobiła sobie kilkudniową przerwę w pracy.  Tymczasem okazuje się, że bardzo potrzebowała odpoczynku. Dzisiaj czuła wdzięczność dla tej lekarki. Musi jej podziękować. Piotr na pewno ma do niej kontakt.

poniedziałek, 12 marca 2018

Okołokawiarniane perypetie czyli historii z czerwonymi butami w tle odcinek piąty

Wystarczyło kilka chwil żeby sytuacja w kawiarni wróciła do normy. Kelner błyskawicznie posprzątał potłuczone szkło i wymienił nakrycia, zacierając ślady zamieszania. Justyna wytłumaczyła zaistniałą sytuację i zaproponowała, że pokryje straty. W odpowiedzi otrzymała paczuszkę ze słodkościami z dedykacją szybkiego powrotu do zdrowia dla Kamili. Justyna opuszczała kawiarnię pełna niepokoju o dziewczynę, którą przypadek postawił na jej drodze. Miała nadzieję, że Piotr szybko się odezwie. Jakby na zawołanie w torebce zadźwięczała jej komórka.
- Gdzie Ty jesteś do cholery! Godzinę temu miałaś być w domu. Obiadu jak zwykle nie ma. Czy Ty choć raz nie mogłabyś zachować się jak żona?  Usłyszała wściekły syk swojego męża. Aż się wzdrygnęła. Nie było sensu się tłumaczyć. Kacper zawsze miał swoje własne wytłumaczenie jej spóźnienia, braku obiadu na czas czy nie dość dobrze zaopatrzonej lodówki. Jego zdaniem to zawsze była złośliwość i chęć zrobienia jemu, Kacprowi, na złość. A on przecież wypruwał sobie żyły dla niej.

poniedziałek, 5 marca 2018

Ze szpitala na golonkę. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek czwarty.

Wreszcie dwoje przypadkowych, ni to znajomych, ni nieznajomych, dotarło na Plac Katedralny. Ukochane volvo Piotra stało na swoim miejscu. Pilot otworzył im drzwi, a on pomógł Kamili usadowić się wygodnie na tylnej kanapie. Już zapinał pasy gdy zabrzęczała komórka. Spojrzał na wyświetlacz. Dzwonił Przemek. Ciągle wściekły na przyjaciela odruchowo odebrał. Usłyszał jego roześmiany głos.
- Piter, gdzie Ty się podziewasz?  Dokąd cię zaniosły moje ulubione półbuty?
- Nie mam czasu na pogawędki. Jadę do szpitala z kobietą, którą uszkodziłem przez te twoje durne buty! - uciął rozmowę Piotr. Przemek od razu zmienił ton.
- Jedź na SOR do szpitala przy al. Kraśnickiej. Moja nowa dziewczyna ma dzisiaj dyżur. Już do niej dzwonię. Zajmie się wami. Pytaj o  doktor Dorotę Grad.
- Dzięki Przemo!

niedziela, 25 lutego 2018

Przypadki Kamili. Historii z czerwonymi butami w tle odsłona trzecia

Kamila wierzyła, że w życiu nie ma przypadków. Jeżeli coś się zdarza to nie dzieje się to bez powodu. Nawet jeżeli w danej chwili trudno doszukać się głębszego sensu to wcale nie znaczy, że on nie istnieje. Myśl o kawie w ulubionej caffee w towarzystwie dwojga nieznajomych była nader kusząca. W końcu należało jej się jakieś zadośćuczynienie za tego loda, porzuconego na  deptaku. Może  kawa podziała też kojąco na ramię, w którym czuła coraz bardziej rwący ból. Justyna myślała podobnie. Na jej ulubionej torebce, mimo zabiegów, pozostała plama. Szkoda. To była najlepsza torebka, jaką miała, w dodatku obrzydliwie droga. Ale była tak śliczna i tak oryginalna, że gdy Justyna ją wypatrzyła na wystawie sklepowej, nie mogła się oprzeć. Wydała fortunę żeby tylko ją mieć. Niestety nie nacieszyła się nią długo bo jakaś oferma obrzuciła ją lodami. Ech...z drugiej strony,  to przecież,  tylko torebka...

wtorek, 20 lutego 2018

Czerwone półbuty i jedwabna chusteczka. Odsłona druga

Czerwone półbuty? Nigdy! To nie w jego stylu. Czerwone szpilki na damskich stopach prezentowały się pięknie. Kobietom dodawały uroku, wdzięku i seksapilu ale żeby on sam paradował w czerwonych butach! Nie ma takiej opcji. To przecież takie niemęskie. Z naganą w oczach patrzył na facetów w obcisłych spodniach, czerwonych butach i z przyklejoną do głowy czapką, której nie zdejmowali nawet w łóżku. Śmieszyło go to i w duchu kpił sobie z takich stylizacji. Umiarkowanie sportowa elegancja to był jego styl. Piotr miał swoje przyzwyczajenia i zasady. Nigdy na przykład się nie zakładał. Tym razem jednak, złamał zasadę. Uległ. Przyjaciel nazwał go sztywniakiem bo nie chciał skakać przez płot w parku gdy któregoś wieczoru wracali obaj z degustacji drinków. Przemek uparł się żeby skrócili sobie drogę powrotną forsując ogrodzenie parku. Gdy Piotr zaprotestował dowiedział się, że jest sztywniakiem i smutasem. Takie słowa z ust przyjaciela od piaskownicy zabolały. Wtedy zrobili ten głupi zakład. Następnego dnia Piotr miał przyjść do pracy w czerwonych półbutach Przemka. Buty były o dwa numery za duże. żeby ich nie zgubić Piotr założył dwie pary skarpetek i mocno zaciągnął sznurówki. Przez cały dzień wstydził się okropnie. Starał się nie wychodzić z biura żeby nikt nie widział tych okropnych butów. A ta szuja, Przemek co chwila wpadał do gabinetu i pod byle pretekstem zmuszał Piotra do opuszczenia kryjówki. Tym sposobem wszyscy chcąc i nie chcąc  "podziwiali" modową metamorfozę zawsze nienagannie ubranego Piotra. Niektórzy patrzyli z niedowierzaniem, inni wybuchali śmiechem a pozostałym było to zupełnie obojętne. Gdy Przemek bawił się doskonale, Piotr liczył godziny, minuty do końca dnia. Wreszcie wybiła godzina 16.00. Mógł iść do domu żeby cisnąć w kąt to czerwone okropieństwo.

sobota, 17 lutego 2018

Jedwabna chusteczka. Historii z czerwonymi butami w tle odsłona pierwsza

Kamila szła niespiesznie lubelskim deptakiem, rozglądała się  i uśmiechała do przechodniów. Lubiła takie chwile. Traktowała je jak najlepszy eksperyment. Uśmiechała się do obcych ludzi na ulicy i obserwowała ich reakcje. Za każdym razem okazywało się, że ogromna większość ma z tym problem. No bo nie wiadomo jak reagować na kobietę, która szczerzy się do obcych. Czego chce? O co jej może chodzić? Niektórzy, na wszelki wypadek udają, że własne myśli absorbują ich tak bardzo, że nie dostrzegają niczego i nikogo wokół. Inni rozglądają się nerwowo na boki, sprawdzając do kogo ta kobieta się uśmiecha? Do głowy im nie przyjdzie, że właśnie do nich!  Pewnie są i tacy co myślą sobie "wariatka jakaś", śmieje się jak "dziad do sera". Na szczęście, w miażdżącej mniejszości, to fakt, ale jednak są - i to jest optymistyczne -  tacy co w naturalny sposób na uśmiech odpowiadają uśmiechem. Kamila prowokowała uśmiechem. Zmuszała ludzi żeby na nią popatrzyli. Uwielbiała przeglądać się w oczach napotkanych ludzi jak w lustrze. Za każdym razem widziała inną siebie. Lustra oczu były tak różne.