Łączna liczba wyświetleń

środa, 16 stycznia 2019

Chleb i biała kartka

Fot. B.C.
Na białej kartce, a właściwie na dwóch białych kartkach linijka pod linijką wije się rząd liter, złożonych w słowa i zdania...Na jednej kartce, pismem odręcznym, na drugiej zaś czcionką komputerową, zapisana została elementarna prawda, symbol, budzący szacunek, nieodzowny element życia ludzkości od wieków... Spracowane dłonie babci Marianny sprawnie wyrabiają chlebowe ciasto w drewnianej dzieży .. Gołym okiem widać ogrom miłości i energii, jaką, te dłonie, poznaczone niebieskimi żyłkami, wkładają w te niby proste czynności, najpierw wyrabiania potem formowania bochnów chleba, poprzez  rozpalanie w piecu i pieczenie, aż do obdarowywania członków rodziny i sąsiadów chlebem, uczyniwszy wpierw na nim znak krzyża...

środa, 2 stycznia 2019

Polowanie na...torebkę. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek ósmy

Źródło: ladnetorby.pl
- Justyna! Justyna,  zaczekaj! - Piotr darł się, podskakiwał i wymachiwał rękoma. Jakiś koleś, popatrzył na niego, zaśmiał się i zapytał: co się tak drzesz, mrówki cię obsiadły? - Nie czekając na reakcję poszedł sobie. Co było robić? Tylko takie - w sumie, idiotyczne, zachowanie przyszło Piotrowi do głowy. Byle tylko go  zauważyła. Czemu aż tak bardzo mu na tym zależało, sam nie wiedział. Zależało i już. Wszedł do galerii żeby kupić Przemkowi prezent na urodziny. Zamierzał pójść do empiku po "Sztuczną brodę świętego Mikołaja" Terrego Pratcheta. Przemo uwielbiał tego pisarza. Miał wszystkie jego książki za wyjątkiem tej. Piotr już miał wchodzić, gdy kątem oka dostrzegł JĄ. W jednaj chwili zapomniał po co tu przyszedł, zanurkował w falujący tłum,  Chciał ją dogonić ale jak na złość akurat dzisiaj, chyba pół Lublina wybrało się na zakupy. No tak, zaczęły się wyprzedaże. Nie było szans przedrzeć się przez  tę gęstą masę ludzi nie tracąc przy tym obiektu zainteresowania z oczu. Więc się rozdarł na całą galerię. Usłyszała! Przystanęła, odwróciła się, przeczesała wzrokiem tłum i...poszła dalej. Cholera, zaklął Piotr pod nosem i wrzasnął jeszcze raz - Justyna! - Znowu się zatrzymała. Pomachał do niej. Chyba zauważyła jego desperackie próby zwrócenia na siebie uwagi bo nie odeszła, stała i czekała, jakby chciała sprawdzić co będzie dalej.

sobota, 22 grudnia 2018

Ogrody anielskie...

Fot. Daniel
Kawa, uwielbiana, bez której trudno przeżyć dzień, w jednej chwili traci smak, zatrzymuje się gdzieś w przełyku jakby była głazem, ciężkim i twardym a nie aromatycznym płynem. Jak to możliwe? Dźwięk przychodzącej wiadomości, mimo że wdziera się w przyjacielską pogawędkę trzech kobiet, nie zapowiada niczego złego. Jeszcze nie…Tymczasem w małym tarnobrzeskim mieszkaniu, w każdym zakamarku widać troskliwą rękę Wandy, jej  artystyczne upodobania i próbki prac, haftowane obrazy, gobeliny, bibeloty najróżniejsze, przycupnięte tu i tam. Jan, z telefonem w dłoni, krąży po mieszkaniu, rozgląda się, nasłuchuje. Tak bardzo chciałby usłyszeć jej kochany głos... To miał być prosty zabieg. Fakt, Wanda chorowała od dawna, jej serce było takie słabe. Lekarze zapewniali, że po zabiegu odzyska siły. Coś jednak poszło nie tak!

piątek, 28 września 2018

Wampiry są wśród nas

Rys. Karo_Lina
Cykl "Zmierzch" Stephenie Meyer, traktujący o wampirach, przeczytałam jednym tchem, mimo że zazwyczaj nie pociąga mnie tego typu literatura. Jednak wartka akcja, ciekawie zbudowana fabuła, intrygujące postacie nie pozwoliły mi oderwać się od lektury. Pewnie czytałabym dalej gdyby nie koniec tomu piątego i jednocześnie koniec sagi. Mimo tego chwilowego, literackiego zauroczenia, wampiry jako stworzenia demoniczne, które żywią się ludzką krwią,  to nie moja bajka. Zdecydowanie nie moja! Ciekawe zaś jest to, że wampiry mogą być też  emocjonalne i energetyczne. Te wprawdzie gardzą ludzką krwią za to wysysają energię i zatruwają emocje. Coraz częściej pojawiają się w literaturze psychologicznej a ta z kolei bardzo mnie pociąga. Nietrudno się domyślić, że skoro owe stworzenia są  przedmiotem zainteresowania psychologów to oznacza, że  można się na nie natknąć na ulicy, w tramwaju, w pracy, urzędzie itp. Niektórzy z nas (o zgrozo!) "hodują" energetyczne wampiry nawet we własnych domach. Bynajmniej nie po to żeby zaoszczędzić na rachunkach za energię.

niedziela, 23 września 2018

Kto powiedział, że ketchup musi być pomidorowy?

Fot. B.C.
Gdy mówimy "keczup", wyobrażamy sobie sos pomidorowy o wyrazistym, łagodnym bądź ostrym smaku i ciemnoczerwonej barwie. To, że zakodowaliśmy sobie w świadomości, że keczup powstaje z pomidorów wcale nie oznacza, że nie można go przyrządzić z...zielonej cukinii! Otóż można. Sprawdziłam to. Smak - doskonały, barwa - osobiście mnie nie zachwyciła, za to aromat mieszaniny przypraw...poezja! Moje kubki smakowe były zachwycone. Pierwsze testy cukiniowego ketchupu jako dodatku do grillowanych mięs,  prowadzone na grupie przyjaciół, uzyskały najwyższe noty, w skali od 1 do 10 było to 10!
Przepis dostałam od pani Joli. Trochę go zmodyfikowałam i ...kilka słoiczków cukiniowego ketchupu zasiliło zasoby domowej spiżarni.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Jabłoń jak...członek rodziny

Fot: Patryk
Oprowadzając mnie po ogrodzie, Krzysio powiedział: "a teraz przedstawiam Ci mojego brata". Rozejrzałam się wokół, przetarłam oczy. Nic to nie pomogło. Oprócz wielkiego drzewa orzechowego, ciut zmaltretowanego przez czas,  i Krzyśka, wpatrującego się we mnie dziwnym wzrokiem nie widziałam nikogo. To niemożliwe żebym tak nagle i w dodatku wybiórczo oślepła. Na wszelki wypadek pogrzebałam w torebce w poszukiwaniu okularów. Drugie oczy też nic nie pomogły. Nadal nikogo, poza nami, nie widziałam. Słyszałam tylko odgłosy rozmów dobiegające z innej części ogrodu. Musiałam mieć nadzwyczaj głupią minę bo Krzysiek w końcu się nade mną ulitował i wyjaśnił: ten orzech jest jak brat! Rośnie w tym ogrodzie odkąd pamiętam. Przez lata dawał cień ale i wsparcie finansowe. Po takim oświadczeniu zbaraniałam do reszty. Jak to finansowe? ...Ano tak, ciągnął swoją tajemniczą opowieść Krzysiek., jednego roku orzechów było tyle, że za pieniądze z ich sprzedaży kupiliśmy materiał na budowę domu! 
Wtedy, traktowanie drzewa jak członka rodziny uznałam za przejaw Krzysiowego dziwactwa. Do czasu...

niedziela, 29 kwietnia 2018

Pokrzywowe pesto mniam!

Fot. B.C.
O zaletach zielonego pesto z pokrzywy opowiadała mi kiedyś zaprzyjaźniona fryzjerka Ania. Wtedy z przymrużeniem oka słuchałam jej zachwytów nad walorami smakowymi tej prostej potrawy. W internecie znalazłam mnóstwo najróżniejszych  przepisów. Ciągle nie byłam przekonana. Musiałam widocznie dojrzeć do wykorzystania tej wojowniczej  rośliny w mojej kuchni.  I stało się. Dzisiaj. Zaopatrzona w rękawiczki i miskę wyruszyłam na poszukiwania. Długo nie musiałam szukać. Młode, wojownicze pokrzywy są wszędzie. Nawet przez rękawiczki udało im się potraktować mnie swoją parzącą bronią. Ale co tam, jak to mówią "będę zdrowsza". Zrywałam młode listki z wierzchołków roślin. Dostępne w sieci receptury maksymalnie uprościłam, dopasowując do moich upodobań i aktualnej zawartości spiżarni. Liście płukałam kilkakrotnie w zimnej wodze. Następnie przelałam wrzątkiem żeby zneutralizować parzące właściwości. Po tym zabiegu z dość sporej miski liści została zaledwie garść mieszcząca się w dłoniach.