Łączna liczba wyświetleń

piątek, 28 września 2018

Wampiry są wśród nas

Rys. Karo_Lina
Cykl "Zmierzch" Stephenie Meyer, traktujący o wampirach, przeczytałam jednym tchem, mimo że zazwyczaj nie pociąga mnie tego typu literatura. Jednak wartka akcja, ciekawie zbudowana fabuła, intrygujące postacie nie pozwoliły mi oderwać się od lektury. Pewnie czytałabym dalej gdyby nie koniec tomu piątego i jednocześnie koniec sagi. Mimo tego chwilowego, literackiego zauroczenia, wampiry jako stworzenia demoniczne, które żywią się ludzką krwią,  to nie moja bajka. Zdecydowanie nie moja! Ciekawe zaś jest to, że wampiry mogą być też  emocjonalne i energetyczne. Te wprawdzie gardzą ludzką krwią za to wysysają energię i zatruwają emocje. Coraz częściej pojawiają się w literaturze psychologicznej a ta z kolei bardzo mnie pociąga. Nietrudno się domyślić, że skoro owe stworzenia są  przedmiotem zainteresowania psychologów to oznacza, że  można się na nie natknąć na ulicy, w tramwaju, w pracy, urzędzie itp. Niektórzy z nas (o zgrozo!) "hodują" energetyczne wampiry nawet we własnych domach. Bynajmniej nie po to żeby zaoszczędzić na rachunkach za energię.

niedziela, 23 września 2018

Kto powiedział, że ketchup musi być pomidorowy?

Fot. B.C.
Gdy mówimy "keczup", wyobrażamy sobie sos pomidorowy o wyrazistym, łagodnym bądź ostrym smaku i ciemnoczerwonej barwie. To, że zakodowaliśmy sobie w świadomości, że keczup powstaje z pomidorów wcale nie oznacza, że nie można go przyrządzić z...zielonej cukinii! Otóż można. Sprawdziłam to. Smak - doskonały, barwa - osobiście mnie nie zachwyciła, za to aromat mieszaniny przypraw...poezja! Moje kubki smakowe były zachwycone. Pierwsze testy cukiniowego ketchupu jako dodatku do grillowanych mięs,  prowadzone na grupie przyjaciół, uzyskały najwyższe noty, w skali od 1 do 10 było to 10!
Przepis dostałam od pani Joli. Trochę go zmodyfikowałam i ...kilka słoiczków cukiniowego ketchupu zasiliło zasoby domowej spiżarni.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Jabłoń jak...członek rodziny

Fot: Patryk
Oprowadzając mnie po ogrodzie, Krzysio powiedział: "a teraz przedstawiam Ci mojego brata". Rozejrzałam się wokół, przetarłam oczy. Nic to nie pomogło. Oprócz wielkiego drzewa orzechowego, ciut zmaltretowanego przez czas,  i Krzyśka, wpatrującego się we mnie dziwnym wzrokiem nie widziałam nikogo. To niemożliwe żebym tak nagle i w dodatku wybiórczo oślepła. Na wszelki wypadek pogrzebałam w torebce w poszukiwaniu okularów. Drugie oczy też nic nie pomogły. Nadal nikogo, poza nami, nie widziałam. Słyszałam tylko odgłosy rozmów dobiegające z innej części ogrodu. Musiałam mieć nadzwyczaj głupią minę bo Krzysiek w końcu się nade mną ulitował i wyjaśnił: ten orzech jest jak brat! Rośnie w tym ogrodzie odkąd pamiętam. Przez lata dawał cień ale i wsparcie finansowe. Po takim oświadczeniu zbaraniałam do reszty. Jak to finansowe? ...Ano tak, ciągnął swoją tajemniczą opowieść Krzysiek., jednego roku orzechów było tyle, że za pieniądze z ich sprzedaży kupiliśmy materiał na budowę domu! 
Wtedy, traktowanie drzewa jak członka rodziny uznałam za przejaw Krzysiowego dziwactwa. Do czasu...

niedziela, 29 kwietnia 2018

Pokrzywowe pesto mniam!

Fot. B.C.
O zaletach zielonego pesto z pokrzywy opowiadała mi kiedyś zaprzyjaźniona fryzjerka Ania. Wtedy z przymrużeniem oka słuchałam jej zachwytów nad walorami smakowymi tej prostej potrawy. W internecie znalazłam mnóstwo najróżniejszych  przepisów. Ciągle nie byłam przekonana. Musiałam widocznie dojrzeć do wykorzystania tej wojowniczej  rośliny w mojej kuchni.  I stało się. Dzisiaj. Zaopatrzona w rękawiczki i miskę wyruszyłam na poszukiwania. Długo nie musiałam szukać. Młode, wojownicze pokrzywy są wszędzie. Nawet przez rękawiczki udało im się potraktować mnie swoją parzącą bronią. Ale co tam, jak to mówią "będę zdrowsza". Zrywałam młode listki z wierzchołków roślin. Dostępne w sieci receptury maksymalnie uprościłam, dopasowując do moich upodobań i aktualnej zawartości spiżarni. Liście płukałam kilkakrotnie w zimnej wodze. Następnie przelałam wrzątkiem żeby zneutralizować parzące właściwości. Po tym zabiegu z dość sporej miski liści została zaledwie garść mieszcząca się w dłoniach.

środa, 4 kwietnia 2018

Dzwonek do drzwi. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek siódmy

Justyna! Co się stało? Wchodź, proszę. Lepiej nie mogłaś trafić. Właśnie nakryłam do stołu. Czeka nas prawdziwa uczta. Zupa krem z buraków. Lubisz? - Na widok zapłakanej Justyny, słowotok popłynął z ust Kamili. Metoda odwracania uwagi od problemów była sprawdzonym sposobem na tamowanie łez. Mieszkanie Kamili było najlepszym gabinetem terapeutycznym w mieście a ona najlepszą terapeutką, mimo że terapeutką nigdy nie była i nie zamierzała być. Kamila miała coś takiego w sobie, że ludzie otwierali się przed nią i powierzali jej największe tajemnice. Wiedzieli o tym chyba wszyscy bliżsi i dalsi jej znajomi. Z zawodu i z zamiłowania Kamila była dziennikarką, aktualnie wolnym strzelcem. Pisywała teksty do kilku magazynów jednocześnie. Nigdy nie zajmowała się psychoterapią, chociaż psychologią interesowała się od zawsze. Za to, jak nikt inny, potrafiła słuchać. Nie wymądrzała się, nie udzielała światłych rad, tylko po prostu słuchała tego co aktualnie nieszczęśliwy "ktoś" miał do powiedzenia. I, o dziwo, często zanim monolog dobiegł końca, tragedia stawała się jakby mniejsza.

poniedziałek, 26 marca 2018

Życzliwość wpleciona w wielkanocną palmę

Każdy ma takie miejsce na ziemi, do którego chętnie wraca. My mamy takich kilka. Jednym z nich jest Bogucin, mała miejscowość w gminie Garbów. Za każdym razem gdy na horyzoncie pojawia się napis drogowy "Bogucin" mamy wrażenie jakby otulał nas płaszcz życzliwości, serdeczności i otwartości. Mieszkają tu ludzie, w towarzystwie których tracimy poczucie czasu. Słoneczne popołudnie palmowej niedzieli kusi żeby spędzić trochę czasu w dobrym towarzystwie. Decyzję podejmujemy błyskawicznie. Jedziemy do Bogucina.
No i jak zwykle nasz pobyt przeciąga się do późnych godzin nocnych. Do tego jeszcze pani Hala obdarowuje nas wyjątkowym prezentem - przecudnej urody palmą, w narodowych barwach, własnoręcznie wykonaną. Cudo! Nie mogę od niej oderwać wzroku...

wtorek, 20 marca 2018

Pieczone buraki. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek szósty

Fot. B.C.
Mmmmm....Kamila przeciągnęła się rozkosznie. Przez trzy ostatnie dni niemal nie wychodziła z łóżka. Odespała chyba wszystkie zaległości  z ostatnich miesięcy. Może nawet wyspała się na zapas. Jeżeli to możliwe. Czuła, że już czas wygrzebać się z legowiska, posprzątać, zmienić pościel, wywietrzyć mieszkanie i zjeść coś dobrego. Zupa krem z pieczonych buraków! Już dawno chciała sprawdzić jak smakuje. No to do dzieła! Kamila wskoczyła w ulubiony dresik i pobiegła do piwnicy po buraki. Umyła je i wstawiła do piekarnika. Zabrała się za porządki: zmieniła pościel, wyniosła do kuchni i umyła całą baterię kubków, które zgromadziła  na nocnej szafce. Te trzy dni były jak życie w jakimś innym wymiarze, wyłączyła myślenie i wcisnęła przycisk "regeneracja", spała, piła herbatki, zjadała coś prostego co nie wymagało specjalnych przygotowań, najczęściej kanapkę, i znowu spała. Nie zdawała sobie sprawy, że intensywna praca w ostatnich miesiącach aż tak ją wyczerpała. W sumie, to może i dobrze się stało. Nie chciała zwolnienia, nawet była zła na nadgorliwość tej młodej lekarki, która uparła się żeby zrobiła sobie kilkudniową przerwę w pracy.  Tymczasem okazuje się, że bardzo potrzebowała odpoczynku. Dzisiaj czuła wdzięczność dla tej lekarki. Musi jej podziękować. Piotr na pewno ma do niej kontakt.