Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 5 sierpnia 2018

Jabłoń jak...członek rodziny

Fot: Patryk
Oprowadzając mnie po ogrodzie, Krzysio powiedział: "a teraz przedstawiam Ci mojego brata". Rozejrzałam się wokół, przetarłam oczy. Nic to nie pomogło. Oprócz wielkiego drzewa orzechowego, ciut zmaltretowanego przez czas,  i Krzyśka wpatrującego się we mnie dziwnym wzrokiem nie widziałam nikogo. To niemożliwe żebym tak nagle i w dodatku wybiórczo oślepła. Na wszelki wypadek pogrzebałam w torebce w poszukiwaniu okularów. Drugie oczy też nic nie pomogły. Nadal nikogo, poza nami, nie widziałam. Słyszałam tylko odgłosy rozmów dobiegające z innej części ogrodu. Musiałam mieć nadzwyczaj głupią minę bo Krzysiek w końcu się nade mną ulitował i wyjaśnił: ten orzech jest jak brat! Rośnie w tym ogrodzie odkąd pamiętam. Przez lata dawał cień ale i wsparcie finansowe. Po takim oświadczeniu zbaraniałam do reszty. Jak to finansowe? ...Ano tak, ciągnął swoją tajemniczą opowieść Krzysiek., jednego roku orzechów było tyle, że za pieniądze z ich sprzedaży kupiliśmy materiał na budowę domu! 
Wtedy, traktowanie drzewa jak członka rodziny uznałam za przejaw Krzysiowego dziwactwa. Do czasu...

niedziela, 29 kwietnia 2018

Pokrzywowe pesto mniam!

Fot. B.C.
O zaletach zielonego pesto z pokrzywy opowiadała mi kiedyś zaprzyjaźniona fryzjerka Ania. Wtedy z przymrużeniem oka słuchałam jej zachwytów nad walorami smakowymi tej prostej potrawy. W internecie znalazłam mnóstwo najróżniejszych  przepisów. Ciągle nie byłam przekonana. Musiałam widocznie dojrzeć do wykorzystania tej wojowniczej  rośliny w mojej kuchni.  I stało się. Dzisiaj. Zaopatrzona w rękawiczki i miskę wyruszyłam na poszukiwania. Długo nie musiałam szukać. Młode, wojownicze pokrzywy są wszędzie. Nawet przez rękawiczki udało im się potraktować mnie swoją parzącą bronią. Ale co tam, jak to mówią "będę zdrowsza". Zrywałam młode listki z wierzchołków roślin. Dostępne w sieci receptury maksymalnie uprościłam, dopasowując do moich upodobań i aktualnej zawartości spiżarni. Liście płukałam kilkakrotnie w zimnej wodze. Następnie przelałam wrzątkiem żeby zneutralizować parzące właściwości. Po tym zabiegu z dość sporej miski liści została zaledwie garść mieszcząca się w dłoniach.

środa, 4 kwietnia 2018

Dzwonek do drzwi. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek siódmy

Justyna! Co się stało? Wchodź, proszę. Lepiej nie mogłaś trafić. Właśnie nakryłam do stołu. Czeka nas prawdziwa uczta. Zupa krem z buraków. Lubisz? - Na widok zapłakanej Justyny, słowotok popłynął z ust Kamili. Metoda odwracania uwagi od problemów była sprawdzonym sposobem na tamowanie łez. Mieszkanie Kamili było najlepszym gabinetem terapeutycznym w mieście a ona najlepszą terapeutką, mimo że terapeutką nigdy nie była i nie zamierzała być. Kamila miała coś takiego w sobie, że ludzie otwierali się przed nią i powierzali jej największe tajemnice. Wiedzieli o tym chyba wszyscy bliżsi i dalsi jej znajomi. Z zawodu i z zamiłowania Kamila była dziennikarką, aktualnie wolnym strzelcem. Pisywała teksty do kilku magazynów jednocześnie. Nigdy nie zajmowała się psychoterapią, chociaż psychologią interesowała się od zawsze. Za to, jak nikt inny, potrafiła słuchać. Nie wymądrzała się, nie udzielała światłych rad, tylko po prostu słuchała tego co aktualnie nieszczęśliwy "ktoś" miał do powiedzenia. I, o dziwo, często zanim monolog dobiegł końca, tragedia stawała się jakby mniejsza.

poniedziałek, 26 marca 2018

Życzliwość wpleciona w wielkanocną palmę

Każdy ma takie miejsce na ziemi, do którego chętnie wraca. My mamy takich kilka. Jednym z nich jest Bogucin, mała miejscowość w gminie Garbów. Za każdym razem gdy na horyzoncie pojawia się napis drogowy "Bogucin" mamy wrażenie jakby otulał nas płaszcz życzliwości, serdeczności i otwartości. Mieszkają tu ludzie, w towarzystwie których tracimy poczucie czasu. Słoneczne popołudnie palmowej niedzieli kusi żeby spędzić trochę czasu w dobrym towarzystwie. Decyzję podejmujemy błyskawicznie. Jedziemy do Bogucina.
No i jak zwykle nasz pobyt przeciąga się do późnych godzin nocnych. Do tego jeszcze pani Hala obdarowuje nas wyjątkowym prezentem - przecudnej urody palmą, w narodowych barwach, własnoręcznie wykonaną. Cudo! Nie mogę od niej oderwać wzroku...

wtorek, 20 marca 2018

Pieczone buraki. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek szósty

Fot. B.C.
Mmmmm....Kamila przeciągnęła się rozkosznie. Przez trzy ostatnie dni niemal nie wychodziła z łóżka. Odespała chyba wszystkie zaległości  z ostatnich miesięcy. Może nawet wyspała się na zapas. Jeżeli to możliwe. Czuła, że już czas wygrzebać się z legowiska, posprzątać, zmienić pościel, wywietrzyć mieszkanie i zjeść coś dobrego. Zupa krem z pieczonych buraków! Już dawno chciała sprawdzić jak smakuje. No to do dzieła! Kamila wskoczyła w ulubiony dresik i pobiegła do piwnicy po buraki. Umyła je i wstawiła do piekarnika. Zabrała się za porządki: zmieniła pościel, wyniosła do kuchni i umyła całą baterię kubków, które zgromadziła  na nocnej szafce. Te trzy dni były jak życie w jakimś innym wymiarze, wyłączyła myślenie i wcisnęła przycisk "regeneracja", spała, piła herbatki, zjadała coś prostego co nie wymagało specjalnych przygotowań, najczęściej kanapkę, i znowu spała. Nie zdawała sobie sprawy, że intensywna praca w ostatnich miesiącach aż tak ją wyczerpała. W sumie, to może i dobrze się stało. Nie chciała zwolnienia, nawet była zła na nadgorliwość tej młodej lekarki, która uparła się żeby zrobiła sobie kilkudniową przerwę w pracy.  Tymczasem okazuje się, że bardzo potrzebowała odpoczynku. Dzisiaj czuła wdzięczność dla tej lekarki. Musi jej podziękować. Piotr na pewno ma do niej kontakt.

poniedziałek, 12 marca 2018

Parzybroda czyli powrót do smaków dzieciństwa

Fot. B.C.
Jadzia zaskakuje mnie przy każdym spotkaniu. Raz jest to spotkanie z książką w tle, innym razem warsztaty z tworzenia lapbooków, wspominki przy ognisku albo...smaki właśnie. Życzliwością, uśmiechem i otwartością na innych ludzi ona i jej mąż budują wokół siebie przyjazną przestrzeń, w której chce się przebywać. Dlatego zajechaliśmy jednego razu z wizytą. Nie sposób było przejeżdżać tuż obok i nie odwiedzić dawno niewidzianych przyjaciół.  Doświadczamy staropolskiej gościnności. Na stole pojawiają się różne smaki, m.in. już dawno przeze mnie zapomniana parzybroda. Czasem gotowała ją babcia. Ale to było tak dawno... To jest pyszne! Wymiatamy całą michę błyskawicznie.
Do domu wracamy zaopatrzeni w przepis, taki na oko. Oto on: 
  • 5-6 ziemniaków ugotować w lekko osolonej wodzie
  • 1/2 główki kapusty, poszatkować i ugotować. Jadwiga przyrządza parzybrodę zazwyczaj przy okazji przygotowywania gołąbków bo wtedy zostaje jej trochę liści kapusty
  • cebulę pokroić w kostkę i podsmażyć na maśle, doprawić mieloną papryką i majerankiem
  • boczek pokroić i wysmażyć chrupiące skwareczki
  • przyprawy: sól, pieprz, zioła prowansalskie, vegeta, ewentualnie inne według własnych upodobań
Ziemniaki odcedzić, kapustę odsączyć z wody, dodać  przyprawy i wszystko razem utłuc tłuczkiem do ziemniaków. Dodać skwareczki, wymieszać. I danie gotowe. Jeszcze lepiej smakuje następnego dnia. Parzybroda odsmażona na patelni.... Mmmmniam!

Okołokawiarniane perypetie czyli historii z czerwonymi butami w tle odcinek piąty

Wystarczyło kilka chwil żeby sytuacja w kawiarni wróciła do normy. Kelner błyskawicznie posprzątał potłuczone szkło i wymienił nakrycia, zacierając ślady zamieszania. Justyna wytłumaczyła zaistniałą sytuację i zaproponowała, że pokryje straty. W odpowiedzi otrzymała paczuszkę ze słodkościami z dedykacją szybkiego powrotu do zdrowia dla Kamili. Justyna opuszczała kawiarnię pełna niepokoju o dziewczynę, którą przypadek postawił na jej drodze. Miała nadzieję, że Piotr szybko się odezwie. Jakby na zawołanie w torebce zadźwięczała jej komórka.
- Gdzie Ty jesteś do cholery! Godzinę temu miałaś być w domu. Obiadu jak zwykle nie ma. Czy Ty choć raz nie mogłabyś zachować się jak żona?  Usłyszała wściekły syk swojego męża. Aż się wzdrygnęła. Nie było sensu się tłumaczyć. Kacper zawsze miał swoje własne wytłumaczenie jej spóźnienia, braku obiadu na czas czy nie dość dobrze zaopatrzonej lodówki. Jego zdaniem to zawsze była złośliwość i chęć zrobienia jemu, Kacprowi, na złość. A on przecież wypruwał sobie żyły dla niej.