Łączna liczba wyświetleń

środa, 18 maja 2016

Notatki z podróży. Zamość - miasto opowieści i idealnych smaków

Zamość. Miasto idealne. Miasto z duszą i niepowtarzalnym klimatem, którego sercem jest Rynek, zabudowany uroczymi kamieniczkami. Nad całością góruje majestatyczna budowla - Ratusz, z imponującą wieżą i przepięknymi schodami, rozchodzącymi się, jak ramiona wachlarza, w dwie strony. Nocą, w świetle reflektorów budzi respekt! Z opowieści mieszkańca jednej z kamienic w Rynku wynika, że kamienne schody, prowadzące do Ratusza w liczbie 32 stopni (policzyłam osobiście) uczyły dobrych manier... Pokonywanie ich dawało petentom, zwłaszcza tym rozgniewanym i roszczeniowym, czas na wyciszenie emocji i przemyślenie strategii postępowania. Podobnie rzecz miała się, gdy dwie zwaśnione strony udawały się do Ratusza w poszukiwaniu sprawiedliwości. Tutaj podwójne schody stanowiły swoisty „gwarant bezpieczeństwa”. Zanim doszło do spotkania zwaśnionych stron u szczytu schodów przekonanie o własnej racji już nie było tak silne jak na dole. Zmęczony delikwent wyraźnie miękł dotarłszy przed oblicze urzędnika. Dzięki temu kultura w społeczeństwie rosła, a badanie satysfakcji klienta, jakbyśmy to dzisiaj nazwali, wypadało zdecydowanie lepiej. 

Miasto idealne...Tak! To prawda! W Zamościu odnalazłam, m.in.  idealny smak  ...

Łamaniec hetmański. Cukiernia Bohema. Zamość
Łamaniec hetmański...to ciasto idealne, z idealnie czekoladową masą z bakaliami i muśnięciem soczystej wiśni na podniebieniu...Jest to COŚ tak pysznego, że nie znajduję słów dla opisania obłędnego smaku tego deseru. Z góry zakładam, że zajadał się nim sam hetman wielki koronny Jan Zamojski. Receptura, nie zmieniana od lat, przetrwała bezpiecznie w pamięci najlepszych cukierników, przekazywana w największej tajemnicy kolejnym pokoleniom mistrzów zamojskich wypieków.  Wiem, że w tej chwili w każdym kto czyta moją opowieść rodzi się pragnienie spróbowania tego wypieku... W zabytkowej kamienicy Bystrzyckiego swoje miejsce ma  najlepsza w mieście cukiernia o artystycznej i wiele obiecującej nazwie  Bohema. Jako, że w Zamościu wszystko dąży do ideału, tak i  nazwę dobrano idealnie pod każdym względem...Wystarczy przekroczyć próg by poczuć wyjątkowość tego miejsca...gustowny wystrój, wygodne kanapy, przesympatyczna, dyskretna i nienarzucająca się obsługa, obłędne w smaku ciasta, desery, różne rodzaje kaw i czekolada, ta z chili koniecznie...jest najlepsza! Mogłabym pisać poematy na cześć tego fantastycznego miejsca...i pewnie jeszcze kiedyś to zrobię...teraz mogę powiedzieć tylko tyle, że "łamaniec" złamał mi serce...bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że za nim tęsknię...

Ps. Legendę o schodach opowiedział mi Przyjaciel. Podobno jest ona zapisana w przedwojennym przewodniku. Próbowałam ją potwierdzić u źródła czyli w samym Zamościu. Nie udało się...ale nie poddaję się i szukam dalej...

niedziela, 15 maja 2016

Próbki pseudo literackie czyli gorzko-słodki smak życia. Odsłona druga

- Jestem z Tobą szczęśliwy...szepnął, przytulając ją mocno do siebie w przerwie pomiędzy szaleństwem na parkiecie. W jednej sekundzie jej oczy zwilgotniały. Nawet nie próbowała tego ukryć. Nikt nigdy w ten sposób nie zwracał się do niej...Nawet mąż. Nie to żeby jej nie kochał. Bo kochał. Tego jest pewna. Tylko pogubił się w życiu i...nie zdążył odnaleźć. Przed laty przeznaczenie weszło w ich życie bez pukania, nikogo nie pytając o zgodę! Był listopad, godzina 6 rano. Ze snu wyrwał ją dźwięk telefonu...Wiadomość, niczym scena z horroru, obudziła ją błyskawicznie. Gdy za ścianą dzieci słodko spały, śniąc swoje dziecięce sny  świat rozpadał się na kawałki...Jak automat chodziła po pokoju i powtarzała w kółko: jak ja to powiem dzieciom...Boże, jak ja to powiem dzieciom!!!!!!!!!!!! Jak udało jej się przeżyć kolejne sekundy, minuty, godziny, dni, miesiące, lata...? Tego do dzisiaj nie wie. Gdyby ktoś wtedy powiedział, wytrzymaj, czas przyniesie ulgę, znów będziesz mogła oddychać i normalnie żyć... Wydrapałaby mu oczy. Po wielu latach od tamtego telefonu, którym odebrano jej nadzieję i odarto z marzeń, sama potwierdza, że czas rzeczywiście leczy, koi, łagodzi. I to nie jest banał...
Wtuliła się mocniej w otwarte dla niej ramiona. Poczuła, że wpływa do bezpiecznego portu,  że czas, jak najlepszy lekarz, zrobił swoje... Zamknęła oczy...poddała się rytmowi...bo właśnie Leonard Cohen, zmysłowym głosem śpiewał ulubioną  balladę "I'm Your Man". Ciepła dłoń mężczyzny, jej mężczyzny, oplatała ją w talii. Zatraciła się w tym leniwym tańcu, poddała mu się całkowicie, Tak dawno nie tańczyła.  A przecież taniec zawsze sprawiał jej radość. Uwielbiała to cudowne bujanie w rytmie muzyki. Nogi same odnajdywały właściwy rytm a ona pozwalając się prowadzić tonęła w roziskrzonych, wpatrzonych w nią oczach...

czwartek, 5 maja 2016

Tarta z rabarbarem

Imponująca kępa rabarbaru rośnie w moim ogrodzie. Pamiętam z dzieciństwa danie, które dziwi każdego komu o nim wspominam a ja bardzo je lubiłam. W moim rodzinnym domu, w ciepłe dni,  jadało się kompot z rabarbaru z domowymi kluskami. To był taki rodzaj zupy owocowej, lekkiej i orzeźwiającej. Tak dawno jej nie jadłam. Rabarbarowe wspomnienia przywołał post na kulinarnym blogu http://kuchennewariacje.pl/tarta-rabarbarowa/
Wypróbowałam przepis. Tarta w moim wykonaniu jest taka wizualnie zwyczajna. Nie przyłożyłam się zbytnio do ubrania jej  w elegancki garniturek w kratkę. Ale smak...mmmm. Wyjątkowy smak rabarbaru podkreślony delikatną nutą goryczy pomarańczowej skórki. Poezja po prostu! Brązowy cukier zastąpiłam białym z powodu braku w kuchni tego pierwszego. Dotąd specjalnie nie gustowałam w tartach...Dzisiaj rozsmakowałam się w tarcie rabarbarowej. Prosta  w przygotowaniu i niezbyt pracochłonna. No i ten smak!!! Poezja! Dziękuję "Kuchennym Wariacjom"...

niedziela, 1 maja 2016

Czy w święto pracy wypada gotować obiad?

Fot. Berenika
Zdecydowanie nie wypada. Gdyby jednak okazało się, że ani rodzina, ani  żołądek nie uznają takich  świąt to jako koło ratunkowe można pokusić się o klopsiki w pomidorowo-warzywnym sosie z kaszą gryczaną. Może nie jest to super szybkie danie, za to bardzo smaczne. Zatem do rzeczy:
1/ ugotować kaszę gryczaną, garnek zawinąć w ścierkę, opatulić ciepłym kocem i pozwolić się kaszy trochę powygrzewać by stała się cudnie sypka; chyba że idziemy na totalną łatwiznę i wybieramy kaszę w woreczkach do gotowania wtedy przyrządzamy ją w ostatniej chwili, gdy już klopsiki i sos są gotowe;
2/ warzywa, np. marchewkę, pietruszkę, ziemniak kroimy w talarki lub inne ulubione kształty, gotujemy tak żeby były jeszcze lekko twarde...
3/ mięso mielone przyrządzamy tak jak na mielone kotlety, każdy ma swój ulubiony i sprawdzony sposób przyprawiania, dosmakowywania mięsa. Ja używam drobno posiekanej cebulki zeszklonej na oleju i przyprawy do grila. Kiedyś Monika podsunęła mi taki pomysł. Wypróbowałam i przyznaję - rewelacja! Z mięsa wyrabiamy kulki wielkości orzecha włoskiego, obtaczamy w bułce tartej i wrzucamy na wrzącą wodę. Gotujemy kilka minut, pamiętając o mieszaniu żeby nam kulki nie przywarły do garnka;
4/ przygotowujemy sos pomidorowy, dzisiaj, z racji święta pracy, wybrałam drogę na skróty i wykorzystałam gotowy sos pomidorowy z Winiar, nawiasem mówiąc całkiem niezły;
5/ klopsiki układamy w naczyniu żaroodpornym, sos łączymy z warzywami i zalewamy nim klopsiki;
6/ wstawiamy do piekarnika na kilka minut i...zasiadamy do świątecznego obiadu...! Nie zapominając o podaniu kaszy, wygrzewającej się pod kocykiem!

sobota, 23 kwietnia 2016

Caprese i tęsknota za...

Fot. Berenika
Odkąd pamiętam zawsze marzyłam o podróżach...od krótkich wypadów zaczynając na długich wojażach kończąc. Jest jeszcze mnóstwo takich miejsc, w których chciałabym być. Na przykład nadal marzę, że kiedyś pojadę do Włoch. Najbardziej nęci mnie Toskania, z różnorodnością smaków, malowniczymi pejzażami i winem chianti. W miniony czwartek miałam przyjemność prowadzić literacko-kulinarne wydarzenie, w którym kilku mężczyzn przyrządzało dania inspirowane literaturą. Arancini czyli ryżowe kule faszerowane szynką i serem mozzarella, podobne do tych, jakimi zajadał się komisarz Montalbano w książce Camillerego Pomarańczki komisarza Montalbano, przyrządzał Sycylijczyk. Nie mogło być inaczej bo danie jest charakterystyczne właśnie dla tego regionu Włoch. To spotkanie sprawiło, że marzenia zakopane gdzieś na dnie świadomości odżyły...I pewnie dlatego przyrządziłam na kolację sałatkę caprese...Ta bardzo prosta i popularna przekąska z plastrów sera mozzarella i pomidorów, ułożonych naprzemiennie, z dodatkiem bazylii, świeżo mielonego pieprzu i oliwy, sprawiła, że na czas posiłku przeniosłam się w inne miejsce...do Włoch właśnie...

piątek, 22 kwietnia 2016

Telefon zamilkł...

Minął tydzień od chwili gdy odszedłeś...Przeraża mnie myśl, że już nigdy nie usłyszę Twojego głosu w słuchawce telefonu i radosnego  "dzień dobry" ...nie zobaczę twarzy, uśmiechniętej na mój widok...nie napiję się z Tobą kawy...nie popełnimy już razem żadnego tekstu do regionalnej gazety... To wielka strata. W moim sercu zagościł smutek. Jednocześnie jestem wdzięczna losowi, że postawił Ciebie, Przyjacielu,  na mojej drodze. Tyle się od Ciebie nauczyłam...Dziękuję!

piątek, 1 kwietnia 2016

Cena dumy, prima aprilis i biała czapka

Jechałam szybko. Akurat dzisiaj nie dlatego, że lubię, chociaż faktem jest, że uwielbiam szybką jazdę ale tym razem po prostu się spieszyłam więc nie oszczędzałam  pedału gazu. Ktoś wcześniej zaoferował się, że mnie podrzuci więc grzecznie czekałam na umówioną godzinę 9.00, z której zrobiła się 9.20...a moje zdenerwowanie rosło z każdą minutą bo o 10.00 miałam być 30 km dalej...Gdy o 9.25 odebrałam telefon z niewinnym zapytaniem czy już jestem gotowa, zawrzałam...a z ust popłynął komunikat: "pojadę sama"... Wściekła wsiadłam do auta i wcisnęłam pedał gazu! Nie zauważyłam radiowozu, ukrytego w leśnym gąszczu...wyprzedziłam wlokącą się przede mną furgonetkę...i usłyszałam policyjne syreny za plecami...Młody człowiek w białej czapce nie miał ani poczucia humoru, ani tym bardziej nie wykazał zrozumienia dla mojej ważnej misji. Za kilka minut miałam znaleźć się w radiowym studiu... Kontrola trwała pół godziny, łącznie z badaniem stanu trzeźwości, sprawdzaniem dokumentów, oględzinami auta..."Pan Sytuacji" nigdzie się nie śpieszył... Pełen profesjonalizm, można by rzec! Skąd zatem ten niesmak we mnie i dziwne wrażenie, że... Wreszcie przykładnie ukaraną puszczono mnie wolno! Moje życzenia "miłego dnia" potraktowano milczeniem!