Łączna liczba wyświetleń

sobota, 1 stycznia 2022

Tajemniczy sms. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek piętnasty

 

Noworoczne spotkania były nieodłącznym elementem końca roku. Szefowa miała hopla na tym punkcie. Choćby mieli największy kocioł w pracy, choćby się waliło, paliło, wszyscy, bez wyjątku, dzień przed Sylwestrem punkt 15 mieli obowiązek pojawić się w sali konferencyjnej. A tam czekały na nich przygotowane słodkości, lampka dobrego szampana i szefowa obdarowująca każdego dobrym słowem i jakimś miłym drobiazgiem. Piotr bardzo lubił te spotkania. Generalnie dobrze im się razem pracowało. Zdarzały się czasem jakieś nieporozumienia, ktoś komuś nadepnął na odcisk ale podczas tych noworocznych spotkań oczyszczali atmosferę, to co było niedobre zostawiając w starym roku. Zasada była prosta - nikt się w tym dniu nie obrażał a uwagi kolegów przyjmował na klatę. Dzięki temu w Nowy Rok wchodzili z uśmiechem i w pełnej zgodzie ze sobą. Piotrowi bardzo to odpowiadało. Lubił te spotkania.  Nawet kiepskie żarty kolegów w tym dniu, wyjątkowo go nie raziły. Jednak dzisiaj, coś z nim było nie tak, gdy ktoś, unosząc kieliszek z szampanem w jego stronę, życzył mu szampańskiego Sylwestra, poczuł się dziwnie. W jednej chwili jego idealny plan na sylwestrowy wieczór stracił urok. Zamierzał ten jedyny w roku wieczór spędzić w dresie, na kanapie, z książką,  michą sałatki i może jakimś drinkiem albo kieliszkiem wina. 

piątek, 8 stycznia 2021

Proś a będzie ci dane. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek czternasty

Proście, a będzie wam dane, szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje, kto szuka, znajduje, a kołaczącemu otworzą. (Ewangelia wg św. Mateusza). Justyna tyle razy słyszała te słowa, tyle razy sama je czytała a nawet cytowała przy okazji najróżniejszych sytuacji, mniej lub bardziej poważnych. I chyba nawet w nie wierzyła... Do czasu.
Co to jest miłość, wiedziała z książek, które czytała i nadal czyta  pasjami. Obudzona w środku nocy mogła z rozmarzeniem opowiadać o wielkiej miłości, jaka czeka na nią, gdzieś tam...za górą, a może za rzeką, a może po prostu któregoś dnia sama do niej przyjdzie, zapuka do drzwi i...zostanie...na zawsze. To, w jaki sposób się pojawi czy skąd przyjdzie nie było aż tak istotne. Najważniejsze było to jaka ona będzie. Miłość, jakoś tak naturalnie kojarzyła jej się  z domem. I nie chodziło o ściany, piękne meble i ilość metrów kwadratowych, ale o ciepło, i znowu nie o ciepło z grzejników szło, ale o to, płynące z serc domowników, o życzliwość, empatię i miłość właśnie... Młodzieńcze  mrzonki  podsycane literaturą,  skonfrontowane z rzeczywistością, przyniosły Justynie, delikatnie mówiąc, wielkie zaskoczenie. No bo jak to, przecież jej wyobrażenie  o miłości, o życiu było zupełnie inne. To nie tak miało być i już. Tupała nóżką, jak to zwykle robią  młode i niedoświadczone przez życie istoty.

wtorek, 25 sierpnia 2020

Sałatka Eli

Po przetańczonej do rana  nocy, z kolacją i degustacją najróżniejszych napojów w najlepszym towarzystwie, poszukiwanie tego jednego, konkretnego smaku wydawało się być zadaniem niewykonalnym. A jednak! Sałatka Eli - to było to! Ela, bizneswoman i jednocześnie doskonała pani domu (jak ona to robi? jak, prowadzenie własnej firmy godzi z etatem żony, matki, przyjaciółki, ostatnio także babci? - nie mam pojęcia!) Dość, że o kaszy Ela wie chyba wszystko. Kasze często pojawiają się pod najróżniejszymi postaciami na stole w jej domu.  Sałatka z kaszą pęczak z przepisu Eli stała się moją ulubioną. Mogę ją jeść na śniadanie, obiad i kolację. Jest pyszna! Polecam

Składniki podstawowe
  • kasza pęczak ugotowana na sypko (1 szklanka kaszy na 2,5 szklanki wody)
  • pomidory suszone, 1/2 słoika
  • pierś kurczaka, pokrojona w kosteczkę i usmażona w przyprawie kebab-gyros lub w innych ulubionych przyprawach
  • szczypiorek
wersja na bogato, składniki podstawowe plus:
  • pomidorki koktajlowe
  • ogórek zielony, pokrojony w drobną kosteczkę
  • papryka kolorowa, pokrojona w kostkę
  • roszponka lub rukola 
Można też dodać:
  • ser feta
  • seler naciowy (jeżeli ktoś lubi) 

Sos miodowo-musztardowy: miód, musztarda, sok z cytryny, oliwa spod pomidorów, sok z cytryny

Wszystko razem wymieszać i gotowe!

Ps. Zdjęcia sałatki nie ma. Jak myślicie, dlaczego?

czwartek, 20 sierpnia 2020

Gapa ze mnie. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek trzynasty

Nie pierwszy raz w swoim życiu, patrząc na siebie w lustrze syczał: ty idioto! Matole! Pacanie! Kretynie największy z największych! Chwile samobiczowania przytrafiały mu się nader często. Z różnych powodów, a to gdy w pracy ktoś mu dopiekł a on zaskoczony nie umiał się odciąć, a to gdy zapomniał o imieninach mamy, oświeciło go dopiero po trzech dniach a ona czekała z jego ulubioną sałatką i ciastem. Takich sytuacji było mnóstwo. Tym razem akt słownego biczowania miał na imię Justyna. Jak można być aż  takim kretynem żeby spędzić z kobietą  prawie całe popołudnie, kupować jej torebkę, jeść z nią obiad, rozmawiać o tysiącu spraw i ...pozwolić jej odejść w siną dal? Piotrze Kamilu Dziewoński jesteś kretynem!!! - To nie miało sensu. Mógł tak stać oparty o blat umywalki, patrzeć z odrazą na swoje odbicie w lustrze, wymyślać sobie od najgorszych a i tak nie zmieni to faktu, że zapomniał umówić się z nią na kolejne spotkanie. Dziewczyna bardzo, ale to bardzo mu się podobała. Miała coś takiego w sposobie zachowania, w uśmiechu, spojrzeniu...

wtorek, 7 lipca 2020

Jest taki ból...

Jest taki ból, o którym najlepiej nie mówić. Bynajmniej nie dlatego, że to coś wstydliwego. Ale dlatego, że nie ma takich słów, przynajmniej ja ich nie znam, które pozwoliłyby wyrazić ogrom smutku po stracie bliskiej osoby. Znasz to, prawda? Wszystko w środku krzyczy, dusza płacze, ból rozsadza najmniejszą  komórkę ciała. Wszechogarniające uczucie żalu, jawnej niesprawiedliwości i pytania zadawane raz po raz, na które przecież nie ma odpowiedzi: dlaczego Ona? Dlaczego teraz? - Łzy, morze łez, na wspomnienie, myśl, wspólną fotografię... Przecież byłaś taka młoda, pełna życia, cieszyłaś się dziećmi, chciałaś mieć wnuki, zawsze życzliwa i uśmiechnięta. Uwielbiałaś kwiaty. Jak każdy, miewałaś gorsze dni. Wiadomo, życie nie zawsze ułatwia. Gdy coś Cię  zdenerwowało albo gdy z czymś lub kimś  się nie zgadzałaś, mówiłaś wprost, bez ogródek. Czasem nawet wybuchałaś, ale te Twoje wybuchy były takie oczyszczające. Po pięciu minutach wszystko wracało na swoje miejsce a uśmiech rozjaśniał twarz.  Miałaś, rzadką w tych czasach, umiejętność. Potrafiłaś cieszyć się radością innych. Chcę zachować w pamięci setki naszych spotkań przy kawie i rozmów o wszystkim. Pod powiekami przechowuję dwa szczególne obrazy z Tobą w roli głównej. Jeden pochodzi sprzed blisko dwóch lat, ślub Twojej jedynej córki, pamiętasz? Byłaś taka piękna, w oryginalnej sukience, w butach na wysokim słupku, z nienaganną fryzurą i paznokciami pomalowanymi na czerwono. Ileż trzeba było Cię namawiać na ten kolor... A jednak posłuchałaś. Stałaś, wraz z mężem  na progu domu weselnego, czekając na Młodą Parę, cała promieniałaś! Wywarłaś wtedy piorunujące wrażenie nie tylko na mnie, ale chyba na wszystkich gościach! Drugi obraz, który ma szczególne miejsce w mojej pamięci pochodzi z początku tego roku. Odwiedziłyśmy Cię z Ewą w domu. Chorowałaś. Zwolnienie od pracy się przedłużało. Przyjęłaś nas wtedy po królewsku. Przygotowałaś pyszny obiad z deserem. Byłaś taka radosna, taka pełna optymizmu i wiary. Tak pięknie się śmiałaś. Przekonałaś nas. O ile przekraczając próg Twojego domu, każda z nas miała w sobie niepokój o Ciebie, to już żegnając się z Tobą tego wieczoru niepokój ustąpił miejsca radości, że to co  najtrudniejsze masz już za sobą. Pięknie i przekonująco odegrałaś tę scenę. Czy wtedy wiedziałaś? Czy przeczuwałaś? - Te pytania pozostaną bez odpowiedzi. Jedno jest pewne. Nigdy Cię nie zapomnimy, Droga Przyjaciółko. 
  • Wpis poświęcony pamięci Teresy Jakubowskiej

niedziela, 31 maja 2020

Młoda kapustka. Mniam!

Młoda kapusta ze śmietaną...pewnie jest to danie stare jak świat. Nie dla mnie. Koleżanka w pracy ostatnio napomknęła, że będzie gotowała bo to takie pyszne jest. Na pytanie jak to się robi? - Odpowiedziała zdawkowo: kapusta, trochę kiełbasy, śmietana i już. Kapusta ze śmietaną? - Nie przekonuje mnie takie połączenie. Ale następnego dnia, gdy na straganie zobaczyłam młodą kapustę, nie mogłam się oprzeć. Kupiłam. Przekopałam internet w poszukiwaniu receptury. I się zniechęciłam. Co robić? Króliki pewnie nie pogardziłyby liśćmi kapusty na obiad. Ostatecznie jednak szkoda mi się zrobiło świeżutkiej kapuścianej głowy. Skorzystałam z doświadczenia Mamy, która co prawda zarzekała się, że nigdy kapusty ze śmietaną nie gotowała więc nie umie mi pomóc, ale udzieliła cennej wskazówki, młodą kapustę wystarczy sparzyć wrzątkiem. Zaopatrzona w podstawową wiedzę postanowiłam przyrządzić kapuściane danie "na oko" i "na wyczucie".

sobota, 23 maja 2020

W salonie Świata. Notatki z podróży

Fot. M.G.
Zdarzyło się nam,  podczas spóźnionych wakacji, przypadkiem zawędrować do Vence, uroczego miasteczka we Francji. Trafiliśmy tam dzięki rekomendacji przyjaciół: Sabiny, Jarka i Wojtka. Gdy mówili, jedźcie do [Wąs], w pierwszej chwili nie skojarzyłam (nie znam francuskiego), że chodzi o Vence, miasto, w którym pięć ostatnich lat swojego życia spędził Witold Gombrowicz. Dzisiaj jest tam muzeum pisarza. Mimo, że miasto nie jest duże, około 15 000 mieszkańców, nie mogliśmy trafić do muzeum. Nawigacja mówiła “jesteś u celu”  a my tego celu nie widzieliśmy, mimo że stał przed nami. Kręciliśmy się w kółko dłuższą chwilę, chłonąc atmosferę Starego Miasta. Już dzisiaj nie pamiętam w jakim języku zapytaliśmy przechodnia o muzeum Gombrowicza. Dość, że ów człowiek, najpierw popatrzył na nas jakoś tak dziwnie, po czym skierował nas do Villi Alexandrine, stojącej kilka metrów od nas.
Onieśmieleni weszliśmy po drewnianych, lekko skrzypiących schodach, do mieszkania-muzeum, stając kolejny raz przed dylematem: w jakim języku zapytać o możliwość zwiedzania. Zatrzymaliśmy się  w progu, zakłopotani naszą językową nieporadnością i wtedy, może za sprawą przyjaznego spojrzenia młodziutkiej pani kustosz, a może w przypływie odwagi, wypaliłam po polsku “czy możemy zwiedzić muzeum?” - w odpowiedzi pani uśmiechnęła się i najczystszą polszczyzną odpowiedziała - oczywiście, zapraszam!