 |
| Fot: Patryk |
Oprowadzając mnie po ogrodzie, Krzysio powiedział: "a teraz przedstawiam Ci mojego brata". Rozejrzałam się wokół, przetarłam oczy. Nic to nie pomogło. Oprócz wielkiego drzewa orzechowego, ciut zmaltretowanego przez czas, i Krzyśka, wpatrującego się we mnie dziwnym wzrokiem nie widziałam nikogo. To niemożliwe żebym tak nagle i w dodatku wybiórczo oślepła. Na wszelki wypadek pogrzebałam w torebce w poszukiwaniu okularów. Drugie oczy też nic nie pomogły. Nadal nikogo, poza nami, nie widziałam. Słyszałam tylko odgłosy rozmów dobiegające z innej części ogrodu. Musiałam mieć nadzwyczaj głupią minę bo Krzysiek w końcu się nade mną ulitował i wyjaśnił:
ten orzech jest jak brat! Rośnie w tym ogrodzie odkąd pamiętam. Przez lata dawał cień ale i wsparcie finansowe. Po takim oświadczeniu zbaraniałam do reszty. Jak to finansowe? ...
Ano tak, ciągnął swoją tajemniczą opowieść Krzysiek.,
jednego roku orzechów było tyle, że za pieniądze z ich sprzedaży kupiliśmy materiał na budowę domu!
Wtedy, traktowanie drzewa jak członka rodziny uznałam za przejaw Krzysiowego dziwactwa. Do czasu...