Łączna liczba wyświetleń

środa, 2 stycznia 2019

Polowanie na...torebkę. Historii z czerwonymi butami w tle odcinek ósmy

Źródło: ladnetorby.pl
- Justyna! Justyna,  zaczekaj! - Piotr darł się, podskakiwał i wymachiwał rękoma. Jakiś koleś, popatrzył na niego, zaśmiał się i zapytał: co się tak drzesz, mrówki cię obsiadły? - Nie czekając na reakcję poszedł sobie. Co było robić? Tylko takie - w sumie, idiotyczne, zachowanie przyszło Piotrowi do głowy. Byle tylko go  zauważyła. Czemu aż tak bardzo mu na tym zależało, sam nie wiedział. Zależało i już. Wszedł do galerii żeby kupić Przemkowi prezent na urodziny. Zamierzał pójść do empiku po "Sztuczną brodę świętego Mikołaja" Terrego Pratcheta. Przemo uwielbiał tego pisarza. Miał wszystkie jego książki za wyjątkiem tej. Piotr już miał wchodzić, gdy kątem oka dostrzegł JĄ. W jednaj chwili zapomniał po co tu przyszedł, zanurkował w falujący tłum,  Chciał ją dogonić ale jak na złość akurat dzisiaj, chyba pół Lublina wybrało się na zakupy. No tak, zaczęły się wyprzedaże. Nie było szans przedrzeć się przez  tę gęstą masę ludzi nie tracąc przy tym obiektu zainteresowania z oczu. Więc się rozdarł na całą galerię. Usłyszała! Przystanęła, odwróciła się, przeczesała wzrokiem tłum i...poszła dalej. Cholera, zaklął Piotr pod nosem i wrzasnął jeszcze raz - Justyna! - Znowu się zatrzymała. Pomachał do niej. Chyba zauważyła jego desperackie próby zwrócenia na siebie uwagi bo nie odeszła, stała i czekała, jakby chciała sprawdzić co będzie dalej.



Piotr szedł szybko, potrącając kogoś co chwila i mamrocząc słowa przeprosin. Justyna stała zdezorientowana, słyszała jak ktoś woła jej imię, jak śmiesznie podskakuje i macha rękoma ale nie potrafiła z oddali rozpoznać kto to jest? Jej serce niemal przestało bić ze strachu, wyobraziła sobie, że jakimś cudem Kacper wrócił wcześniej ze swojej, pożal się Boże, podróży służbowej, zaraz wypadnie z tłumu i na oczach tych wszystkich ludzi urządzi upokarzające przedstawienie pod tytułem "a ty znowu wydajesz moje pieniądze!". Stała więc jak sparaliżowana, gotując się na najgorsze. Będzie co ma być! -  W jej ponure rozmyślania wdarła się  z impetem przyjaźnie uśmiechnięta gęba Piotra, faceta przez którego straciła swoją ulubioną torebkę. - Czego on od niej chce, że się tak wydziera? - Nie zdołała najwidoczniej ukryć przerażenia. Piotr radośnie wykrzyknął - Witaj Justyno, jak dobrze - w tym momencie spojrzał jej w oczy i - głos uwiązł mu w gardle, ale dzielnie brnął dalej...jak dobrze Cię widzieć - powiedział ciepłym głosem, już nieco pewniej. - Chodź , zapraszam Cię na filiżankę pysznej kawy a potem  na polowanie na torebkę. Mam nadzieję, ze masz czas? - Piotr, jak nie on, paplał jak baba. Bał się, że Justyna odejdzie, mówiąc że się bardzo śpieszy. Pomyślał, że jak nie da jej dojść do głosu to ona napije się z nim kawy i pozwoli sobie odkupić torebkę, którą jej zniszczył. Cześć - odpowiedziała trochę zmieszana i posłusznie podreptała za nim. Torował jej drogę. - Co ona wyprawia, kolejny facet, który mówi jej co ona ma robić. - Justyna gorączkowo analizowała sytuację. Ale w tej Piotrowej stanowczości nie doszukała się rozkazu, wyczuła natomiast tyle ciepła i szczerości, że nie miała serca oponować. Kawiarenka pękała w szwach, zdawało się, że nic, ani nikt, nie zdoła się tutaj wcisnąć, ale Piotr wypatrzył miniaturowy stolik ukryty za filarem. Kawa rzeczywiście była pyszna, smakowała jak... - Justyna zamyśliła się, szukając odpowiedniego porównania...ta kawa smakowała jak kropla nadziei!
- To co? - Idziemy na łowy?
- Chodźmy! W końcu po torebkę tu przyszłam. Ta, którą mam jest okropna, nie zamierzam jej nosić ani jednego dnia dłużej.
- Jaka ona ma być, torebka znaczy? - zapytał Piotr
- Duża, miękka, z przegródkami w środku, na długim pasku...po prostu śliczna
- Taka jak Ty...
- Jest, wyszeptała Justyna i wciągnęła  Piotra do sklepu. - Dałby głowę, że zrobiła to specjalnie żeby ukryć zakłopotanie i lekki rumieniec. Boże,  jakie to urocze. Jaka kobieta w XXI wieku potrafi się tak pięknie zarumienić?
- Cudna jest. Justyna, jednym wprawnym ruchem, spośród tysiąca chyba torebek, wyciągnęła jedną. - Popatrz, odwróciła się do Piotra, podoba ci się?
- Jak tobie się podoba to mnie tym bardziej
- Biorę! Poczekaj chwilę - powiedziała do Piotra - idę zapłacić.
- Zaraz, zaraz! Po co ten pośpiech. Nie chcesz obejrzeć innych torebek? Zajrzeć do innego sklepu?
- Ale po co? - zdziwiła się Justyna. Ta mi się podoba to kupuję.
Piotr stał z otwartą buzią i najgłupszą chyba  miną. Z czymś takim nigdy się nie spotkał. Gdy przychodził do galerii z jakąś panną kupić choćby jedną drobną rzecz trwało to lata świetlne. Panna przebierała, oglądała, dotykała, porównywała wlokąc go przy tym od sklepu do sklepu, od stoiska do stoiska. Na koniec gdy Piotr już ledwo oddychał ze znużenia a nogi bolały go jak diabli, panna zadawała mu pytanie, na które za cholerę nie potrafił odpowiedzieć: - Piotruś, w którym sklepie były te cudne kolczyki? Zakupowa droga przez mękę kończyła się fochem no bo przecież na żadnego faceta nie można dzisiaj liczyć.
- Piotr? - zaniepokojona Justyna szarpała go za rękaw. - Dobrze się czujesz?
- Tak, oczywiście. Daj mi tę torebkę - istny cud. Idę do kasy. I bez protestów, proszę. To co sie zniszczyło należy odkupić lub naprawić, tak mówiła mi mama.  Piotr uprzedził reakcję Justyny.
- No dobrze. Niech Ci będzie. Ale potem zapraszam cię na obiad. Jeżeli oczywiście masz czas?
- Jestem głodny jak wilk! Piotr nawet nie próbował ukryć radości, bynajmniej nie z powodu jedzenia. Jak na skrzydłach pofrunął do kasy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz