 |
Źródło: ladnetorby.pl |
- Justyna! Justyna, zaczekaj! - Piotr darł się, podskakiwał i wymachiwał rękoma. Jakiś koleś, popatrzył na niego, zaśmiał się i zapytał: co się tak drzesz, mrówki cię obsiadły? - Nie czekając na reakcję poszedł sobie. Co było robić? Tylko takie - w sumie, idiotyczne, zachowanie przyszło Piotrowi do głowy. Byle tylko go zauważyła. Czemu aż tak bardzo mu na tym zależało, sam nie wiedział. Zależało i już. Wszedł do galerii żeby kupić Przemkowi prezent na urodziny. Zamierzał pójść do empiku po "Sztuczną brodę świętego Mikołaja" Terrego Pratcheta. Przemo uwielbiał tego pisarza. Miał wszystkie jego książki za wyjątkiem tej. Piotr już miał wchodzić, gdy kątem oka dostrzegł JĄ. W jednaj chwili zapomniał po co tu przyszedł, zanurkował w falujący tłum, Chciał ją dogonić ale jak na złość akurat dzisiaj, chyba pół Lublina wybrało się na zakupy. No tak, zaczęły się wyprzedaże. Nie było szans przedrzeć się przez tę gęstą masę ludzi nie tracąc przy tym obiektu zainteresowania z oczu. Więc się rozdarł na całą galerię. Usłyszała! Przystanęła, odwróciła się, przeczesała wzrokiem tłum i...poszła dalej. Cholera, zaklął Piotr pod nosem i wrzasnął jeszcze raz - Justyna! - Znowu się zatrzymała. Pomachał do niej. Chyba zauważyła jego desperackie próby zwrócenia na siebie uwagi bo nie odeszła, stała i czekała, jakby chciała sprawdzić co będzie dalej.